Strona glówna

Wychowanie w imię miłości rodzicielskiej

Przychodzimy na świat w rodzinie. Wychowują nas najbliższe osoby – rodzice. Kochają nas – przynajmniej tak twierdzą, a my chcemy kochać ich – przynajmniej również tak twierdzimy. Dbają o nasz komfort, karmią, opiekują się i wychowują, najlepiej, jak tylko potrafią. Wychowują, czyli  kształtują nasze postawy, uczą zachowania, tłumaczą. Mówią do nas, a my słuchamy.

Niezależnie od tego, czy rozumiemy treść przesłania, ich słowa i nauki stają się dla nas wyrocznią. Chcemy wierzyć w każde ich słowo, bo przecież dla nas są najważniejsi. Tak bardzo starają się  ukształtować nas na swój idealny obraz, na najlepszą wersję siebie, bo tylko taką znają, bo taki wzór wynieśli z domu.

A my?

Stajemy się kopią naszych rodziców – kopią ich myśli, wyobrażeń i przekonań na tematy, z którymi musieli sobie radzić. To wszystko w imię miłości, pojmowanej często w spłycony sposób, ograniczający się do naśladowania i kopiowania ich zachowań i postaw.

Czy udało się nam kiedykolwiek ich zadowolić? Czy staliśmy się przez ich słuchanie i dostosowanie do ich pojęcia miłości idealni? Przecież tak się staraliśmy, my i oni…

Z biegiem czasu uczucia, takie jak: ufność, szczerość i dziecięca radość ustąpiły miejsca rozczarowaniu i poczuciu winy, że zawodzimy tych, którzy w imię miłości chcą przecież naszego „dobra”. Obwiniani z poczuciem wstydu, że nie jesteśmy tacy, jak nasi kochani rodzice doznawaliśmy bolesnych doświadczeń, które tylko pokazywały, że nie robimy nic dla siebie. Aby pozbyć się tego poczucia nieudolności i nie narażać się na krytykę i samo karanie, zrezygnowaliśmy z wyrażania własnych uczuć i własnego zdania, bo przecież było inne, tak bardzo różne od ich opinii.

Tak ukształtowani, dostosowani do przekonań rodziców dorastamy, zapominając, że nasza dusza i osobowość posiada swój własny i niepowtarzalny kod zachowań, potencjały i naturę, która wcześniej czy później da o sobie znać. 

To mój punkt widzenia i moje doświadczenia. Pamiętaj! Nie musisz się ze mną zgadzać :) Zapraszam zatem do dyskusji.

%d bloggers like this: